Posty

Wyświetlam posty z etykietą Dzieci

Skąd się wzięła Polska?

Obraz
No właśnie, skąd? Skąd w ogóle biorą się państwa? Co było modne w średniowieczu? Jak poganie widzieli chrześcijaństwo? Jak sprytnym księciem był Mieszko, komu podarował wielbłąda, z kim się kumplował i jak widziały go jego żony? Boguś Janiszewski i Max Skorwider to jedni z moich ulubionych duetów autorskich. Konkrety, luz i wyczucie, kiedy można i warto się z czegoś ponabijać, a kiedy znacznie mniej (patrz "O, choroba!", chyba najpoważniejsza książka z serii, jednocześnie zaspokajająca ciekawość i podnosząca na duchu). I tak w każdym tomie. Ten o początkach państwa polskiego opracowali przy współpracy z Babką od Histy, której bloga możecie znaleźć tu  https://babkaodhisty.pl/ O takie lektury nic nie robiłam;) Info dla osób niewidomych: okładka w stylu komiksowym ukazuje naszym zdumionym oczom wielką, średniowieczną rozpierduchę. W kurzu bitewnym latają miecze, strzały, garnki, a nawet curry wursty. Nad nimi zaś niebieskie niebo i Babka od Histy w kółeczku. Cud, miód i orzeszk...

Rodzice nastolatków na krawędzi

Obraz
Dalszy ciąg wywiadu Krystyny Romanowskiej z dwiema psychiatrkami. Tym razem skupiony bardziej na rodzicach nastolatków płci obojga. Na licznych przykładach widać, jak trudne jest współczesne rodzicielstwo. I jak bardzo mamią ich poradniki umawiające im, że istnieje jeden poprawny sposób wychowywania dzieci.  Jest w tej książce dużo o problemach ze stawianiem granic, nieświadomie przekazywanym nastawieniu do życia i równie nieuświadomionych wymaganiach, trudach samotnego rodzicielstwa, rozmawiania z dzieckiem w okresie burzy neuronów, przemocy psychicznego (z której rodzice często samo sobie sprawy nie zdają), wstydzie za dziecko uzależnione od substancji psychoaktywnych, wyczerpaniu rodzicielskim, diagnozie jednego dziecka i ryzyku wywołania zaburzeń u drugiego, terapii rodzinnej, dysforii płciowej prawdziwej i tej przykrywającej inne problemy.  Jedyne wnioski są takie, że lepiej mieć z dzieckiem głęboką relację niż jej nie mieć. Nie bać się stawiania granic. Dokształcać się n...

Nastolatki na krawędzi

Obraz
Pod tym chwytliwym tytułem kryje się pigułka wiedzy prosto od dwóch psychiatrek i psychoterapeutek. Napisana bez lukrowania, lecz i bez przyczerniania obrazu współczesnych nastolatek i ich rodziców. Nie poradnik, a wywiad. Co akurat jest ważne, bo dominują w nim bardzo bogate spostrzeżenia, a rad jest niewiele. Może to i dobrze, gdyż gotowe odpowiedzi dziwnym trafem rzadko znajdują zastosowanie w rzeczywistości. Za to wiedza o tym, na co zwrócić uwagę, co jest normą, a co nie, jakie mogą być przyczyny problemów młodych dziewcząt, jakie skutki zaniedbań rodzicielskich już tak. Tematy ciężkiego kalibru to burza neuronów, depresja, wtórne korzyści z choroby, autyzm, ADHD, brylowanie w internecie, używki, identyfikacja płci, seksualność a seksualizacja, zaburzenia odżywiania, samookaleczenia i próby samobójcze, diagnozowanie, terapia indywidualna nastolatki, jej rodziców i całej rodziny, system ochrony zdrowia psychicznego w Polsce.  Info dla osób niewidomych: na okładce widać stopy w ...

Puc, Bursztyn i goście

Obraz
Wahałam się przed powrotem do mojej dawnej lektury szkolnej, ale było warto. Język Grabowskiego jest bardzo bogaty, zmysł obserwacji wyczulony, a sympatia do zwierząt wielka. I albo był psiarzem albo "Puc, Bursztyn i goście" wyszedł mu lepiej niż "Puch, kot nad koty". Albo też działa tu moja nostalgia.  Zastanawiam się też, czy to jego córka była tą Krysią, a gosposia Katarzyną z obu książek? Napisał je tak, jakby o własnej rodzinie opowiadał. I chyba faktycznie domownicy lubili dawać zwierzętom bułkę namoczoną w mleku z cukrem lub mocno osłodzoną herbatę. Ten motyw powtarza się zarówno w kocich, jak i psich historiach. Historiach sprzed kilkudziesięciu lat. Info dla osób niewidomych: na okładce wymalowane są cztery psy. Białobury Puc stoi bokiem, złotobrązowy Bursztyn siedzi wpatrzony w białoczarnego Mikado, drobnego pieska usadowionego na poduszce. Na przedzie stoi z podniesioną łapką rachityczny Tiuzdejek w czerwonym fraczku. Tło jest słomkowe, by nie odwracać uw...

Szneka z glancem i inne książki gwarą pisane

Obraz
Mowa poznaniaków przypomina drożdżówkę. Dół z języka literackiego, kruszonka z potocznego, tu i ówdzie gwarowe owoce. Rzadko kto potrafi układać całe zdania gwarowe. Stare pokolenie wymiera, nowe woli angielski. I jest mnóstwo przyjezdnych, których dzieci dopiero po zetknięciu się z kolegami z innych części Polski odkryły, że to, co brały za gwarę uczniowską, wcale nią nie było. Z kolei ich dzieci masowo mają okazję porównywać język polski z ukraińskim i angielskim. Powoli przestajemy się wstydzić gwary, a nawet zaczynamy ją celebrować. Pojawiają się książki dla dzieci i dorosłych. Choćby "Szneka z glancem" Elizy Piotrowskiej czy "Dómek Szpeniolka" ("Chatka Puchatka") Juliusza Kubla. A wcześniej "Misiu Szpeniolek" ("Kubuś Puchatek") czy "Książę Szaranek" ("Mały Książę"). Kłopot w tym, że gwara to język mówiony. Zapisując ją, zatapiamy ją w bursztynie. Pięknieje, ale i zastyga. Kłopot większy, że nie jest modna. Pojed...

Kraków dla dużych i małych

Obraz
Dwa przewodniki, które przeczytaliśmy przed podróżą do Krakowa, bardzo nam pomogły. Najbardziej ten Barbary Gawryluk, Łucji Malec-Kornajew oraz Przemka Liputa. To prawdziwa kopalnia wiedzy historycznej, kulturowej, kulinarnej i rozrywkowej. Rzecz idealna dla rodziny z dziećmi w wieku szkolnym. Z jednym zastrzeżeniem. Niezbyt nadaje się do targania jej ze sobą podczas zwiedzania. Jest zbyt duża! Z kolei przewodnik Marty Spingardi ma rozmiar i zakres kieszonkowy. Sama treść pasuje bardziej do przedszkolaków i dzieci wczesnoszkolnych. A także do starszych osobników, lubujących się w uzupełnianiu zdań, zakreślaniu, rysowaniu i wyklejaniu kolaży czy chowaniu pamiątek z podróży. Ten przewodniko-pamiętnik ubarwiają ilustracje Marianny Oklejak, znanej nam z serii książek o Basi.

Nudzimisie

Obraz
Przesympatyczna lektura. Niby dla przedszkolaków, lecz długość raczej dla dzieci wczesnoszkolnych. Ilustracje pojawiają się gęsto, czcionka w sam raz do samodzielnego czytania. Choć akurat moje dziecko wolało słuchać. I choć wiedziało, że Nudzimisie nie istnieją naprawdę, to zadziwiająco często woła z przekonaniem "Nudzi mi się!!!". Czyżby akurat spały? A może bawią Szymka i stąd te opóźnienia? 

Drzewo do samego nieba

Obraz
Przepiękna i prosta historia. Czytając ją, poczułam się jak mała dziewczynka. Widziałam siebie siedzącą na takim właśnie drzewie. Wysoko, dyndającą nogami. Widzącą, lecz samą nie będąc widzianą. Z przyjacielem, ludzkim lub kocim. Wyciągnij rękę i chodź. Wejdź na to drzewo. Posłuchaj, jak szumi. Niech magia trwa. 

Małpek

Obraz
Małpek nie od razu zorientował się, kim jest. Najpierw powstał tułów i nogi. Umiał więc biegać i odczuwać głód, lecz nic nie widział ani nic nie słyszał. Potem dostał ręce. Łapał nimi, co popadnie. W końcu przyszyto mu pyszczek. A gdy dostał guzikowe oczka i wyszyte czerwoną nitką usta, wydał okrzyk radości.  Ale, zaraz? Czemu nie słyszał sam siebie? Mama szybko odczepiła mu uszy. Grube i mięsiste, tak jak prosił jej Synek. Małpek był prawie gotów. Mógł skakać i fikać koziołki. Czuł jednak, że nadal czegoś mu brakuje. Nagle pacnął się łapką w łepek! Ogon! Chciał mieć ogon! Wiercił się tak strasznie, aż Mama zrozumiała. Dorobiła mu i ogon. Wtedy okręcił się wokół siebie pięć razy i wskoczył Chłopcu na szyję. Uszczęśliwiony pacał go po twarzy łapkami. To zawisał na nim na nóżkach, to na ogonku. Piszczał i krzyczał i choć Mama go nie słyszała, to Synek słyszał aż nazbyt dobrze. - Jak go nazwiesz? - spytała z uśmiechem. - Małpek - wyszeptał Chłopiec - a Małpkowi ze szczęścia zakręciło ...

Myszonek, czyli dziecko podpatrzone

Obraz
Przesympatyczna i zabawna książeczka. Świetna do czytania przedszkolakowi, jak i samodzielnej lektury starszaka. Drugorodny czytał i chichotał. A te rysunki! Niby proste, lecz finezyjne, obficie po książce rozsiane. Miód malina, radość matki i syna!

Oblicza rodziny

Obraz
Jak różna potrafi być rodzina, pokazują na przykład te dwie książki. Jej członkowie mogą mieć problemy, a mimo to wspierać siebie nawzajem. A przynajmniej wspierać dzieci. I to właśnie widać w "Tajemnicy wiklinowego koszyka" Markety Zinnerovej. Natomiast we "Wronach" Petry Dvorakovej widzimy rodzinę pozornie normalną, a faktycznie patologiczną. Przemoc psychiczna przechodzi w fizyczną, przy czym to ta psychiczna dominuje. I tak jak śledząc perypetie Klarki z "Tajemnic..." można się odprężyć, tak poznając Basię i jej otoczenie czujemy bezradność i rosnące napięcie. Napięcie, któremu nie będzie dane ujść bez konsekwencji. To nie bajka, niestety. Coś jeszcze, oprócz rodziny, łączy Klarkę i Basię. Nieświadomość rodziców. Jedni i drudzy są przekonani, że wszystko, co robią, robią dla dobra córki. A jednak ją odrzucają. Tylko że w przypadku Klarki, jest to lekkie i odwracalne, co zresztą dzieje się na końcu, gdy uświadamiają sobie swój błąd. W przypadku Basi jes...