Moje czytelnicze porażki
Z "Pippi Calzelunghe" rozumiałam większość, bo czytałam ją wcześniej po polsku. Ale smaku toto nie miało. Próbowałam nawet czytać i jednocześnie słuchać audiobooka. Niestety interpretacji Lucii Macino daleko do mistrzostwa Edyty Jungowskiej.
"Io non ho paura" - tu miałam wrażenie obcowania z bardzo dobrym tekstem, szczególnie w interpretacji Michele Riondino. Lecz cóż poradzić, wielu części tekstu nie rozumiałam w ogóle, a wielu tylko połowę. Jednak A2 to o wiele za mało, by czytać tę książkę z przyjemnością. Lub jej słuchać.
"The Left Hand of Darkness" to podobno arcydzieło. Tekst trudny, szczególnie po angielsku. Żal, bo miałam nadzieję sobie z nim poradzić. Odpadłam po pięćdziesięciu stronach.
Czasem trzeba posypać głowę popiołem i przyznać, że to nie ambicja winna kierować naszymi czytelniczymi wyborami. Szczególnie w przypadku języków obcych.
Komentarze
Prześlij komentarz