Czytanki i pisanki, czyli blog głównie literacki. Po polsku, choć nie wyłącznie. Ku uciesze, zadumie, zdziwieniu czytelników. Jeśli takowi się znajdą 😉
Nakarmić kamień
Pobierz link
Facebook
X
Pinterest
E-mail
Inne aplikacje
-
Słowa bolą. Zaskakują. Wywołują zadumę. Słowa rebusy. Kamienie. Przebłyski. Przypływy i odpływy. Słowa jak krzyk. Jak szept. Aż po płacz.
Osobne. Bezbronne. Pisklęta, które wykluć się nie chciały. Lecz nie miały wyboru.
We came back from Scotland two days ago and I already miss it. I miss its cold, sometimes warm, but never a heat. I miss its wild blackberries and rowan fruits. Its advantage of small towns over big cities (sorry, Edinburgh, I love Kirkcaldy so much more). I miss its sea and stones, its hills covered with herbs and wild flowers. Its cry of gulls and the politeness of people (with just one exception, because there must be an exception in each paradise). Its neverending walk paths. Cedric and his vivid mind. But first and foremost, I miss our family time that gave us so much breath as we needed. Although we would take so much more, if it was possible. Without a doubt. Two things I won't miss: the fluffy bread and the goat squeezing, sorry, bagpipe players. You have no mercy! Info for visually impaired people: I've just added a load of pictures from Kirkcaldy, Saint Andrews, Loch Leven and Dunfermline. One was taken by my First born ( the one with a kids bike on an almost empty s...
Trafia mnie szlag Bo Łucznik ten Nie słucha mnie Już ja to wiem Instrukcji wbrew Robi co chce Wywalę go Niech idzie precz! Nie będzie już Plątał nici Pokryje go kurz Jak błogo mi Szyć coś ręcznie Powolutku Bez stresu i Bez prądu Będę ci ja Świadoma tak Że lepszy od Szajsu Jest Brak! (Śpiewać, przeciągając głoski) Info dla osób niewidomych: nie zrobiłam fotki, nie chciało mi się;)) Ale wierzcie mi, ten biały diabeł na nią nie zasłużył. Nie po tym wierzganiu, serwisie i ponownym wierzganiu. Go to hell, Łuczniku! (stare Łuczniki, bez obrazy. Ten tu to podrabianiec Waszej jakości).
Nie miałam pojęcia, że reymontowski język był tak żywy. Jego bohaterowie pochodzą z 1899 roku, a mówią prawie jak ludzie nam współcześni. Nieliczne archaizmy nie zakłócają odbioru tego, jak bardzo realne są postaci z tej książki. Sprzeczają się, przekomarzają, drażnią, przekonują, zalecają się, plotkują. Bywają weseli, zniechęceni, namiętni, smutni. To nie przemowy w stylu Wilde'a czy moralizatorstwo Dickensa. To realizm, choć i mocna krytyka wczesnego, polskiego kapitalizmu. Dodajmy do tego umiłowanie szczegółów, wielowątkowość bez chaosu, mocne zarysowanie głównych postaci. Przy tym postacie te mogłyby zaistnieć i dziś, choć w dużo większym stopniu męskie niż kobiece. Kobiet na wyłącznym utrzymaniu mężów czy kochanków jest chyba dużo mniej niż te 126 lat temu. Info dla osób niewidomych: okładka obu tomów utrzymana jest w stylu secesyjnym. Imiona i nazwisko autora, tytuł książki i nazwa wydawnictwa wymalowane są na czarno i wkomponowane w zielono-fioletowo-fuksjową, płynącą ramkę...
Komentarze
Prześlij komentarz