Kajś. Opowieść o Górnym Śląsku
Ten reportaż Rokity jest o wiele bardziej napakowany wiedzą niż jego późniejsza "Odrzania". Jednocześnie oba to nie tylko reportaż, to poszukiwanie tożsamości.
W "Kajś" najbardziej podoba mi się przedstawienie śląskości przez pryzmat losów własnej rodziny, od czasów zaborów po dzisiejsze. Poza tym skromność autora, który swych słabości nie kryje i chętnie oddaje głos tym, którzy o Śląsku wiedzą więcej, bo zajmują się nią od lat. Co nie przeszkadza mu być krytycznym, gdy zajdzie potrzeba. I wstawki z języka śląskiego. I fakt, że książka została nań przetłumaczona, tytuł to "Kajś. Gyszichta ô Gōrnym Ślōnsku".
Dobre to, nie tak poetyckie jak "Odrzania", lecz nadal dobre. A kawałek o jedzeniu na rowerze i jego skutkach dla pisania zwyczajnie mnie rozbroił.
Info dla osób niewidomych: okładka jest biała, na samej górze widać czarno-białe zdjęcie człowieka jadącego rowerem po ulicy z ceglanymi kamienicami. Mogło być zrobione wszędzie na Śląsku, a wydawnictwo ani autor nie podają gdzie. Pod zdjęciem nim mamy imię i nazwisko autora, tytuł i podtytuł książki, wyrównane do lewej. A całkiem na dole, po lewej logo Wydawnictwa Czarne, czyli przecięta wzdłuż maska w stylu afrykańskim.
Komentarze
Prześlij komentarz