Afryka to nie państwo
Solidna, rozjaśniająca mroki ignorancji pozycja. Czytało mi się ją trochę jak podręcznik. I nie chodzi o styl autora, erudycyjny i miejscami ironiczno-sarkastyczny, a miejscami wzniosły. To akurat mi pasowało. Po prostu moja wiedza o Afryce jest niczym łupina orzecha unosząca się na oceanie niewiedzy. I choć po przeryciu książki Faloyina łupina mocno urosła, nadal jest jedynie łupiną. Za to łupiną swej ignorancji świadomą i gotową na dalszy rejs. Ahoj, przygodo! Info dla osób niewidomych: okładka jest czysto informacyjna. Na czarnym tle mamy mapę Afryki z podziałem na kraje, każdy w jednym z czterech kolorów - fioletowym, różowym, granatowym i zielonym. Na drugim zdjęciu pokazuję spis treści. Pokrótce - rozdział pierwszy to pean na rzecz Lagos, drugi opowieść o kolonizacji (bez upiększania), trzeci o idei białego zbawcy i niedźwiedziej przysłudze, czwarty o meandrach młodych demokracji, piąty o językach kontynentu, szósty o grabieży skarbów kultury i co do tego mają współczesne mu...